PKN Orlen wypłaci dywidendy za 2019 rok. Poznaliśmy ich wysokość

psav zdjęcie główneAkcjonariusze jednogłośnie zatwierdzili uchwałę w sprawie podziału zysku spółki za 2019 r. w wysokości 4 813 592 019,09 zł. Zgodnie z rekomendacją zarządu, na dywidendę przeznaczono 427 709 061 zł, co oznacza 1 zł na akcję. Pozostała część zysku, w kwocie 4 385 882 958,09 zł przekazana została na kapitał zapasowy spółki. Zgodnie z uchwałą walnego, dniem dywidendy będzie 14 lipca 2020 r., a dniem wypłaty dywidendy 28 lipca br. Pierwotnie zarząd Orlenu rekomendował wypłatę 3 zł na akcję dywidendy, ale obniżył tę propozycję do 1 zł na akcję, uzasadniając ją bieżącą i prognozowaną sytuacją makroekonomiczną. W 2019 roku PKN Orlen przeznaczył na dywidendę 1 496 981 713,5 zł z zysku netto za 2018 rok, co przełożyło się na wypłatę w wysokości 3,5 zł na akcję. Grupa PKN Orlen zarządza sześcioma rafineriami w Polsce, Czechach i na Litwie, prowadzi też działalność wydobywczą w Polsce i w Kanadzie. Jej skonsolidowane przychody ze sprzedaży sięgnęły 111,2 mld zł w 2019 r. Spółka jest notowana na GPW od 1999 r. >>> Polecamy: Europa przegoniła Wall Street. Trwa rajd indeksów

Akcjonariusze PKN Orlen udzielili absolutorium zarządowi i radzie nadzorczej

Izabela Felczak-Poturnicka zrezygnowała z pełnienia funkcji przewodniczącej rady nadzorczej PKN Orlen w połowie stycznia. Na początku marca na szefa rady płockiego koncernu Zwyczajne Walne Zgromadzenie wybrało Wojciecha Jasińskiego, prezesa tej spółki w latach 2015-18, a w latach 2006-07 ministra Skarbu Państwa.
Obecnie rada nadzorcza płockiego koncernu liczy 10 osób i jest to maksymalna liczba członków tego gremium, zgodnie ze statutem spółki.Pod koniec maja rada nadzorcza PKN Orlen powołała zarząd nowej kadencji we wcześniejszym, niezmienionym 8-osobowym składzie – jego wspólna, trzyletnia kadencja rozpocznie się dzień po odbyciu obecnego ZWZ zatwierdzającego sprawozdanie finansowe za 2019 r., czyli od 6 czerwca.Wcześniej, pod koniec kwietnia, Minister Aktywów Państwowych, działający jako podmiot uprawniony do wykonywania praw z akcji tej spółki należących do Skarbu Państwa, powołał ponownie dotychczasowego szefa płockiego koncernu Daniela Obajtka w skład zarządu nowej, wspólnej kadencji, a po decyzji tej rada nadzorcza powierzyła mu powtórnie funkcję prezesa na czas nowej, wspólnej kadencji, czyli także od 6 czerwca.Daniel Obajtek jest prezesem i dyrektorem generalnym PKN Orlen od lutego 2018 r. Wraz z nim w zarządzie płockiego koncernu zasiadają: Armen Artwich, który odpowiada za sprawy korporacyjne, Adam Burak odpowiedzialny za sprawy komunikacji i marketingu, Patrycja Klarecka, której podlega segment sprzedaży detalicznej, Zbigniew Leszczyński, który jest członkiem zarządu do spraw rozwoju, Michał Róg, który odpowiada za handel hurtowy i międzynarodowy, a także Jan Szewczak, który jest członkiem zarządu do spraw finansowych oraz Józef Węgrecki, który odpowiada tam za segment operacyjny.Zgodnie ze statutem PKN Orlen, w skład zarządu tej spółki wchodzi od 5 do 9 członków, w tym prezes, wiceprezesi i pozostali członkowie zarządu, przy czym wszystkich powołuje i odwołuje rada nadzorcza z wyjątkiem jednego członka zarządu, który jest powoływany i odwoływany przez podmiot uprawniony do wykonywania praw z akcji płockiego koncernu należących do Skarbu Państwa – do czasu zbycia przez Skarb Państwa ostatniej z tych akcji.Pozostali członkowie zarządu powoływani są po przeprowadzeniu postępowania kwalifikacyjnego, którego celem jest – jak wskazuje statut PKN Orlen – „sprawdzenie i ocena kwalifikacji kandydatów oraz wyłonienie najlepszego kandydata”.Według danych publikowanych przez PKN Orlen, Skarb Państwa ma tam 27,52 proc. akcji, Nationale-Nederlanden OFE – 7,01 proc., Aviva OFE Aviva Santander – 6,08 proc., natomiast pozostali akcjonariusze, w tym instytucjonalni i indywidualni – 59,39 proc. akcji.

Europa przegoniła Wall Street. Trwa rajd indeksów

psav zdjęcie główneOd połowy maja indeks Stoxx Europe 600, wzmocniony silną przewagą cyklicznych akcji po serii zakładów na szybkie ożywienie gospodarcze i po szeregu planów stymulacyjnych, odnotował wzrost o 12 proc., w porównaniu do 9 proc. wzrostu w przypadku indeksu S&P 500. Różnica jest jeszcze wyraźniejsza, gdy spojrzy się na niemiecki indeks DAX, który w portfelu ma dużą wagę producentów samochodów i akcji spółek przemysłowych. Benchmark, który obejmuje dywidendy, wzrósł o 19 proc., czyli ponad dwukrotnie więcej niż indeks w USA. Inne rynki strefy euro również pokazały siłę. W tym czasie francuski CAC 40 wzrósł o 17 proc., a włoski FTSE MIB o 16 proc.. Na początku maja odbicie na rynkach akcji zatrzymało się z powodu ponurych informacji o kondycji gospodarki i biznesu oraz ożywienia napięć między USA i Chinami, ale w ostatnich tygodniach nastroje znacznie się poprawiły po tym, jak kraje europejskie zaczęły ponownie otwierać gospodarki. Inwestorzy oczekują również dalszych działań Europejskiego Banku Centralnego. >>> Czytaj też: Wyższa recesja w Niemczech oznacza większe straty dla polskich eksporterów [ANALIZA PIE]„Europa powinna nadrobić zaległości” – pisał w tym tygodniu w raporcie zespół ekonomistów Barclays, pod przewodnictwem Emmanuela Cau. Analitycy twierdzą, że europejskie ożywienie powinno być wspierane przez wzrost wskaźnika PMI, stabilizację rentowności obligacji oraz słabszego dolara. Od 14 maja akcje spółek z takich branż, jak przemysł samochodowy, ubezpieczyciele, branża turystyczna i wypoczynkowa, które nie załapały się na wczesną fazę odbicia w Europie, wzrosły o 20 proc. lub więcej. Banki i górnictwo również osiągnęły lepsze wyniki. Część akcji, które mocno ucierpiały pod koniec lutego, teraz również wyraźnie odbijają. Hammerson, właściciel wielu centrów handlowych w Europie, którego notowania spadły do rekordowo niskiego poziomu w wyniku pandemii, wzrósł na giełdzie o 175 proc. od 14 maja, podczas gdy turystyczna firma TUI AG zyskała 89 proc. Te i inne wzrosty zwiększyły giełdową przewagę Europy, która w ciągu ostatnich czterech lat pozostawała w tyle w stosunku do Stanów Zjednoczonych. Nie zmienia to jednak faktu, że w nieco dłuższej, przed-pandemicznej perspektywie, europejskie akcje wciąż tracą w 2020 r. Stoxx 600 spadł o 12 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem, wobec straty o 3,3 proc. w przypadku S&P 500 w tym samym okresie.>>> Czytaj też: Oto najwyżej wyceniane startupy na świecie. SpaceX dopiero na 4. miejscu [RANKING]

Ropa na rynkach drożeje. Kluczowa decyzja OPEC+ coraz bliżej

psav zdjęcie główneBaryłka ropy West Texas Intermediate w dostawach na VII na giełdzie paliw NYMEX w Nowym Jorku jest wyceniana po 37,60 USD, po zwyżce ceny o 2,15 proc.
Ropa Brent w dostawach na VIII na giełdzie paliw ICE Futures Europe w Londynie jest wyceniana po 40,08 USD za baryłkę, wyżej o 1,29 proc.
Kraje OPEC+ będą wkrótce decydować w sprawie swoich dalszych działań – przedłużenia obecnych cięć dostaw ropy. W kwietniu producenci ropy z 23 krajów OPEC+ zobowiązali się do ograniczenia dziennej podaży ropy od 1 maja o prawie 10 mln baryłek. Te ustalenia obowiązują do końca czerwca.
Arabia Saudyjska, największy producent ropy w OPEC, opowiada się za utrzymaniem niższych dostaw surowca. Rosja podobno może zgodzić się na przedłużenie obecnie obowiązującej umowy o miesiąc.
Takie stanowisko reprezentuje też kilka innych państw w OPEC+. Jeszcze w ub. tygodniu stanowisko Moskwy było jasne – żadnego przedłużania cięć OPEC+.
„Rynek ropy jest znacznie bliżej osiągnięcia równowagi podaż-popyt, czego dowodzi rosnący popyt i otwieranie kolejnych gospodarek na świecie” – mówi tymczasem Suvro Sarkar, wiceprezes ds. badań grupowych w DBS Bank Ltd.
„Jednak wpływ decyzji, jakie zapadną na zbliżającym się spotkaniu OPEC+, już jest w dużej mierze wyceniony na rynku, więc pole do zwyżek cen ropy może być ograniczone” – dodaje.
DBS szacuje, że cena Brent na ICE może w tym roku oscylować w przedziale 42-47 USD za baryłkę, o 5 USD wyżej niż to wcześniej prognozowano.
Tymczasem zapasy ropy w amerykańskich magazynach w Cushing spadły w ub. tygodniu o 2,2 mln baryłek – wynika z najnowszego raportu niezależnego Amerykańskiego Instytutu Paliw (API). Wg danych API zapasy ropy w USA zmniejszyły się w ub. tygodniu o 482 tys. baryłek.
W środę oficjalne wyliczenia dotyczące zapasów ropy i jej produktów w USA poda po 16.30 Departament Energii (DoE).
Na zakończenie poprzedniej sesji WTI na giełdzie w N.Jorku zyskała 3,9 proc., a Brent na ICE zyskała 3,3 proc. >>> Czytaj też: Tania benzyna to przeszłość. Nie przyzwyczajajmy się do 4 złotych za litr benzyny

Promocja do wyczerpania zapasów. Rynki są jak supermarket

psav zdjęcie głównePęd ku wymazaniu marcowego załamania jest silny w obliczu wciąż niedowartościowanych aktywów, a przy zwiększonej płynności po masowym luzowaniu banków centralnych. Podążanie z nurtem będzie trwać do czasu, aż ignorowanie zagrożeń stanie się niemożliwe. Na razie jednak na wszystko jest wymówka.Zaczynam patrzeć na rynki jak na supermarket, który oferuje ogromne przeceny na wszystkie produkty do wyczerpania zapasów. Niższa cena jest tak kusząca, że klienci starają się kupić jak najwięcej, próbując zdążyć przed innymi, czasami nie zastanawiając się nad jakością produktu lub jego przydatnością. Promocja to promocja i trzeba brać. Po załamaniu rynków z marca i panicznej ucieczce od ryzyka, sporo aktywów oderwało się od swoich fundamentów. W niektórych przypadkach fundamenty „dogoniły” wyceny, ale w większości niedowartościowanie utrzymało się, nawet pomimo odbicia w kolejnych tygodniach. Do tego dochodzi wizja silnego odbicia ożywienia wraz z reaktywowaniem aktywności gospodarczej oraz kwestia wykorzystania rozmnożonej płynności w związku z luzowaniem polityki monetarnej. Pieniądz musi pracować i kupuje ryzyko, gdyż tak podpowiada motyw przewodni dla rynkowych nastrojów. A na stroje są dobre, po wyceny rosną. Rynki się zapętlają, nie bacząc na czynniki ryzyka.>>> Czytaj też: Piątkowski: Czeka nas duża zmiana w globalnych łańcuchach produkcji. Polska na tym wygra [WYWIAD]A może jednak inwestorzy zdają sobie sprawę z zagrożeń, ale jednocześnie są w stanie uzasadnić ich neutralny wpływ na rynki? Dla przykładu, spór USA-Chiny będzie miał znaczenie, dopiero gdy dojdzie do zerwania umowy handlowej Pierwszej Fazy. Do tego czasu werbalne pogróżki i sankcje na osoby i instytucje są jedynie próbą sił, która z ekonomicznego punktu widzenia niewiele zmienia. Czy Chiny albo USA są gotowe całkowicie zerwać relacje handlowe? Inwestorzy zdają się w to wątpić, kiedy wszyscy potrzebują towarów od wszystkich do odbudowy po kryzysie.Wygląda też na to, że inwestorzy bagatelizują ryzyko drugiej fali zachorowań na COVID-19, mimo że docierają sygnały z niektórych krajów i amerykańskich stanów o odbiciu w dziennej liczbie nowych przypadków zachorowań. Jednak z perspektywy rynków nie tyle liczy się liczba chorych, co reakcja władz. Masowy lockdown okazał się silnie szkodliwy ekonomicznie i krytycznie oceniany przez społeczeństwo. Przy dokonywanym luzowaniu zakazów i zapewnieniach o odpowiednim przygotowaniu opieki medycznej w przypadku drugiej fali zakażeń rządy będą mniej chętne ponownie stopować gospodarkę. Nie mówić już o politycznych kosztach przyznania się do błędu z poluzowaniem restrykcji. Inwestorzy zdają się wchodzić w zakład, że cokolwiek przyniesie druga fala zachorowań, szkody ekonomiczne nie będą tak poważne, jak te, które się już dokonały. Gorzej być nie może, zatem można kupować. A co, jeśli w przypadku drugiej fali społeczeństwo samo narzuci sobie lockdown dla ochrony własnego zdrowia? Szczerze w to wątpię, a mnogość protestów w USA pokazuje, jak ludzie podchodzą do przestrzegania zasady dystansu społecznego. Interpretacja rynków jest tutaj brutalna i finalnie przemawia za podtrzymaniem rajdu ryzyka. Z jednej strony niepokoje społeczne w USA uderzają w dolara, nadszarpując jego status bezpiecznej przystani i wypychając kapitał w stronę innych aktywów. Z drugiej groźby Trumpa, że wyprowadzi wojska na ulice i zapowiedzi wprowadzenia godziny policyjnej umniejszają ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa. Tak, czy inaczej mamy bodziec do kupowania ryzyka. >>> Czytaj też: Wirus wywoła epidemię biedy. Uboższe państwa cofną się nawet o 30 latAutor: Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.