Giełda obrywa za GetBack: co wynika z kontroli NIK?

psav zdjęcie główneNajwyższa Izba Kontroli, badając aferę GetBacku, przyjrzała się także działaniom Giełdy Papierów Wartościowych. Udało nam się dotrzeć do wyników tej kontroli. To raport, który nie zawiera jeszcze odniesienia się giełdy do zastrzeżeń NIK.Najpoważniejszy zarzut – głównie wobec byłych już władz warszawskiego parkietu – dotyczy tego, że „Giełda nie zawiadomiła KNF o podejrzeniu manipulacji kursem spółki EGB Investments”. To bydgoski windykator, kupiony przez GetBack w sierpniu 2017 r. GetBack zapłacił za niego 15 funduszom zarządzanym przez Altus TFI ok. 208 mln zł. Dzisiaj prokuratura podejrzewa, że transakcja wyrządziła GetBackowi szkodę majątkową wielkich rozmiarów (przepłacił co najmniej 160 mln zł). Zarzuty w tym wątku śledztwa usłyszeli m.in. Konrad K., były prezes wrocławskiego windykatora, i Piotr Osiecki, były prezes i twórca Altusa. Manipulację kursem podejrzewa także prokuratura, dlatego w czerwcu tego roku postawiono zarzuty pięciu osobom. Przed przejęciem EGB przez GetBack wartość akcji tej pierwszej – w nieco ponad półtora roku – zwiększyła się o ponad 408 proc. Kontrolerzy twierdzą, że GPW powinna była zrobić w tej sprawie więcej. „NIK podziela ocenę dokonaną przez audytora wewnętrznego Giełdy, że w sytuacji, w której stwierdzono, że nabywcy akcji EGB mogli podbijać kurs, a Giełda nie ma narzędzi, żeby to zweryfikować, nieprzesłanie zawiadomienia do KNF stanowiło naruszenie obowiązującej na GPW procedury w tym zakresie” – czytamy w dokumencie NIK. Nasi informatorzy zwracają jednak uwagę, że ocena audytora została dokonana już po wybuchu afery w drugiej połowie 2018 r. i dotyczyła okresu od listopada 2015 r. do końca maja 2016 r. – Podtrzymujemy stanowisko, że na podstawie oceny dostępnych danych nie powstało uzasadnione podejrzenie, że istnieją zlecenia i transakcje w obrocie giełdowym, które mogłyby stanowić manipulację na rynku. GPW nie miała więc podstawy do przekazania zawiadomienia do KNF w tej sprawie – mówi nam Paweł Lasiuk, rzecznik warszawskiej giełdy.>>> Czytaj też: Szef służb przeciwko chińskim koncernom w 5G. „To potworne ryzyko”GetBack nie powinien dostać nagrody od GPWPonad półtora roku trwa śledztwo w sprawie
największej afery finansowej w Polsce z udziałem wrocławskiej spółki
windykacyjnej GetBack. Zarzuty w tej sprawie ma już 56 osób, zajęto im
majątek wart setki milionów złotych. Nie tylko prokuratorzy sprawdzają,
kto ponosi odpowiedzialność za to, że kilkadziesiąt tysięcy
obligatariuszy i akcjonariuszy poniosło straty na trefnej inwestycji. Instytucje państwowe, które powinny chronić
konsumentów, pod lupę wzięła Najwyższa Izba Kontroli. Doszło do tego,
kiedy kierował nią jeszcze Krzysztof Kwiatkowski. W sierpniu
opisywaliśmy nieprawidłowości, jakie kontrolerzy wychwycili po stronie
Komisji Nadzoru Finansowego. Teraz udało nam się dotrzeć do wyników
kontroli przeprowadzonej na GPW. Gros zastrzeżeń dotyczy czasu między
listopadem 2015 r. a sierpniem 2017 r. (kontrola obejmowała okres od
stycznia 2012 r. do grudnia 2018 r.).Zarzut, jaki sformułowali kontrolerzy, dotyczy
m.in. „braku faktycznego nadzoru nad procesem przygotowania dla zarządu
giełdy opinii w sprawie dopuszczenia obligacji publicznych i akcji
GetBack do obrotu giełdowego na rynku podstawowym”. Zdaniem NIK miało to
doprowadzić do sytuacji, w której – na podstawie regulaminu GPW – ocena
tego, czy papiery spółki mogą stać się przedmiotem handlu na rynku,
została dokonana w oparciu o „częściowo błędne lub nieaktualne dane”. Sprzedaż obligacji odbywała się głównie w tzw.
emisjach prywatnych, z których każda była oferowana mniej niż 150
nabywcom. W sumie spółka sprzedała obligacje za ok. 3,4 mld zł.
Wypuściła też – na podstawie zaakceptowanego przez KNF prospektu – sześć
serii obligacji publicznych o łącznej wartości 256 mln zł. Oferta
trwała od kwietnia 2017 r. do lutego 2018 r., czyli zakończyła się tuż
przed wybuchem afery. – W przekonaniu zarządu giełdy wszystkie istotne
elementy procedury dopuszczenia do obrotu papierów wartościowych
emitowanych przez spółkę GetBack zostały wykonane w sposób prawidłowy
oraz z dołożeniem należytej staranności. GPW wywiązywała się również
prawidłowo z obowiązków nadzorczych – podkreśla Paweł Lasiuk, rzecznik
GPW.GetBack zadebiutował na GPW w połowie lipca 2017
r. Z akceptacji prospektów tłumaczył się już wielokrotnie KNF. Urzędnicy
nadzoru podkreślali, że prospekty są weryfikowane jedynie pod względem
formalnym, czyli czy zawierają wszystkie informacje objęte przepisami.
Ich prawdziwość nie jest sprawdzana.Kontrolerzy NIK zwrócili też uwagę na nagrodę,
jaką GPW przyznała wrocławskiemu windykatorowi. GetBack został w lutym
ubiegłego roku wyróżniony w kategorii „Optymalne wykorzystanie
możliwości rynków prowadzonych przez GPW”.„(…) choć przyznanie przez zarząd GPW w 2018 r.
nagrody (…) nie naruszało przepisów, to GPW nie stosuje w tym zakresie
zasad, które zabezpieczałyby GPW przed ryzykami reputacyjnymi” – czytamy
w raporcie.– Kandydaci do nagród zostali wytypowani w
styczniu 2018 r. w oparciu o dane za rok 2017. Nagroda przyznana
GetBackowi opierała się na mierzalnych kryteriach, wyliczonych na
podstawie danych za 2017 r. – zwraca uwagę rzecznik giełdy.Kontrolerzy NIK zwracają z kolei uwagę na fakt,
że kierownictwo giełdy przed przyznaniem nagrody dostało sygnały o
„bardzo istotnych nieprawidłowościach w działaniu GetBack”. Półtora
miesiąca po wyróżnieniu obrót akcjami wrocławskiego windykatora został
zawieszony, wybuchła afera, a spółka złożyła wniosek o przeprowadzenie
postępowania upadłościowego.Już w lipcu 2018 r. DGP opisywał pismo, które
sygnalista skierował nie tylko do władz GPW, lecz także do KNF, Urzędu
Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz firm audytorskich. Z naszych
informacji wynika, że anonimy wysłane w grudniu 2017 r. zostały też
przekazane służbom specjalnym. Najmocniej z tego faktu musiał się tłumaczyć
nadzór. Rzecznik KNF tłumaczył, że pismo sygnalisty stało się
przyczynkiem do wszczęcia dwa miesiące później kontroli w GetBacku. Ta
nie potwierdziła opisanych przez informatora spraw, chociaż ujawniła
inne nieprawidłowości.NIK skierowała też do władz GPW wnioski z
kontroli z zaleceniami. Pierwsze dotyczy wzmocnienia nadzoru nad
przygotowywaniem opinii dla zarządu związanych z dopuszczeniem papierów
spółek do obrotu. Drugie mówi o konieczności informowania KNF, jeśli
analizy giełdy wskażą na ryzyko manipulacji kursami. Z naszych ustaleń
wynika, że stosowne procedury w obu przypadkach prezes GPW Marek Dietl
nakazał wdrożyć jeszcze przed tym, jak kontrolerzy Izby pojawili się z
wnioskami.>>> Czytaj też: Ci, którym roboty zabiorą pracę, będą zarabiać więcej [PROGNOZA NA 2025]